Jak sobie radzę ze stresem? - Krzysiek Guzowski
104.jpg

Chyba każdy pamięta dzień, w którym motyle w brzuchu powodowały częste podróże tam, gdzie „król piechotą chodzi” ;). Mam na myśli dzień związany z ważnym startem w zawodach :)

To jest szczególne wydarzenie, które potęguje u mnie mocniejsze bicie serca, analizę, czy przygotowania zostały przeprowadzone w 100%, jak sobie poradzę na starcie, czy nie „zaśpię” w blokach, ile potrzebuję czasu na rozgrzewkę. Dużo pytań o rzeczy, które w normalnym dniu treningowym, kompletnie nie zaśmiecają mojej głowy. A jednak. Start to co innego. Tym bardziej na imprezie międzynarodowej, na Mistrzostwach Świata. Stresik jest i to całkiem spory.

Nie mam sztabu szkoleniowego zaopatrzonego w trenerów, fizjoterapeutów, dietetyków, psychologów. Trener jest, ale on musi być dla każdego zawodnika, a ich jest sporo. Zatem muszę sam sobie z tym poradzić.

Co zrobić, żeby w tym dniu odpalić „petardę”, żeby łydki nie dygotały, a ja, żebym nie zachowywał się, jak stary pierdziel z początkiem prostaty i nie biegał co 5 minut do toalety?

Moim zdaniem nikt nie jest w stanie w pełni opanować tej adrenaliny, która wytwarza się w takim momencie. Ale zawsze warto spróbować nad tym zapanować, chociaż w części.

Uwielbiam słuchać muzykę, dużo muzy, różnej od ciężkiego heavy metalu do rapu (tu mój syn ma w tym spory udział). Jednak nie każda nuta nadaje się dla mnie do odreagowania stresu przedstartowego. Całkiem przypadkiem odkryłem, że idealnym lekarstwem, który totalnie mnie rozluźnia na zawodach jest muzyka zespołu Queen.

Tak było w 2019 roku, kiedy podczas lekkoatletycznych Halowych Mistrzostw Świata w Toruniu wyszedłem z hotelu do samochodu. Zanim tam dotarłem, przeszedłem gehennę w pokoju hotelowym – bez szczegółów :), lekko nie było. Zamknąłem drzwi samochodu i odpaliłem radio. W tamtym czasie jeszcze słuchałem PR 3. Nie zawiodła mnie „Trójeczka”, wyczuła mój stres i puściła Queen „Don't stop me now”. Kto nie słuchał, niech posłucha. Rany jak to mnie nakręciło, jak to dodało skrzydeł. To było to, wszystko puściło! Po takiej dedykacji wiedziałem, że gorzej nie będzie.

Muza, muza, muza. To pomaga na stres. Jeżeli do tego dołożę rozgrzewkę w skupieniu (bez słuchawek na uszach), wystarczy skupić się na sobie i własnych myślach o czymś miłym. Przecież do startu na taką imprezę nie szykowałem się miesiąc, czy dwa. Zrobiłem kawał dobrej roboty, zatem czego mam się obawiać? Każdy ruch podczas biegu, sygnał startowy, wyjście z bloku. To przecież jest wyćwiczone przez tysiące godzin, spędzonych na treningach. Teraz wystarczy to powtórzyć. Przecież ja to robię automatycznie, to jest tak oczywiste jak odruch Pawłowa.

Nie patrzę, kto co robi, jak się rozgrzewa. Nie zastanawiam się, co mogę jeszcze poprawić. Na takie rzeczy nie mam już czasu. Ale zawsze jest czas przed startem na fajną rozmowę ze znajomymi, którzy też startują, wiadomo, że będzie wesoło. Śmiech, to jest lekarstwo. Warto przedmuchać przeponę przed startem :).

A najważniejsze jest to, że JA NIC NIE MUSZĘ! JA CHCĘ I TO ZROBIĘ. Dam z siebie wszystko, to jest naturalne u sportowca. Wcale nie muszę się do tego przekonywać!

POWODZENIA!

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoplo.pl